czwartek, 5 marca 2015

Dopuszczalne normy są niedopuszczalne.



Poruszając temat dodatków do żywności często można zetknąć się ze stwierdzeniem, że przecież każdy z nich został przebadany i dopuszczony do spożycia w określonych ilościach. W takim razie, jeżeli WHO określiłoby, że dopuszczalne jest zjedzenie jednej łyżki proszku do prania dziennie to jedlibyście (bo według nich nie szkodzi) czy wolelibyście nie ryzykować?

Substancja dodatkowa w żywności oznacza, że nie jest ona zwyczajowo odrębnie spożywana jako żywność, nie jest jej naturalnym składnikiem, lecz jest używana celowo w procesie produkcji, przetwarzania, pakowania przewozu lub przygotowywania, by uzyskać konkretne cechy.




Przyglądając się sklepowym półkom i przeglądając składy produktów można dojść do wniosku, że niewiele jest takich, które nie zawierają dodatków do żywności. To prawda, że o „nie wzbogaconą” żywność trudno. Więc po co producenci tyle tam tego wciskają?! Powodów jest wiele, odpowiedź mogłaby być bardzo obszerna, ale są pewne główne cele ich stosowania:
- Wygoda długiej przydatności do spożycia – konserwanty wydłużają czas przydatności produktu, który może być długo transportowany i magazynowany przez producenta jak i przechowywany przez konsumenta. Więc może my po zjedzeniu odpowiedniej ilości konserwantów też powinniśmy przestać się psuć?;)
- Przywrócenie „naturalnego” wyglądu/zapachu – np. w produktach owocowych, gdyż ich naturalna barwa i zapach łatwo zanikają w procesach przetwórczych.

- Osiągnięcie konkretnego wyglądu/ konsystencji/ zapachu – im bardziej przetworzone jedzenie tym mniej przypomina prawdziwe jedzenie, a najbardziej podatne na uroki kolorowego i sztucznego jedzenia są niestety dzieci.

- W celu ułatwienia produkcji i przetwarzania żywności na większą skalę w zakładach produkcyjnych w imię konsumpcyjnych zasad szybciej i więcej!

- Aby obniżyć koszty produkcji – jeżeli konsument wymaga taniego produktu to nie można dodać np. prawdziwych owoców sezonowych i co oczywiste – im taniej się wyprodukuje tym większy zysk, kto by się przejmował zdrowiem…

- Zmiana składu na bardziej „atrakcyjny” dla konsumenta (znaczy niektórych) – np. słodziki zamiast cukru.

Niezgodne z prawem jest takie użycie dodatków do żywności, które zafałszowałoby dany produkt i wprowadzało konsumenta w błąd. Co rusz jednak wychodzą na jaw zafałszowania żywności odkrywane przez m.in. sanepid, gdyż zawsze gdy oszustwo jest opłacalne, znajdą się i oszuści.

Każda substancja dodatkowa musi posiadać ocenę Komitetu Ekspertów FAO/WHO ds. Dodatków do Żywności, który w swojej pracy uwzględnia wyniki najnowszych badań toksykologicznych, chemicznych i biologicznych. Następnie ustala ona ADI (akceptowane dzienne spożycie) dla poszczególnych substancji. Jest to ilość wyrażona w mg/kg masy ciała człowieka, która pobierana codziennie w ciągu całego życia z pożywieniem i z innych źródeł nie okaże się według wszelkiego prawdopodobieństwa i obecnego stanu wiedzy szkodliwa dla zdrowia.

Ja w tej całej procedurze widzę dwie poważne trudności:

- Czy najnowsze badania toksykologiczne oraz obecny stan wiedzy są naprawdę wiarygodne? Przecież wiadomo jak często  wychodzi na jaw, że naukowcy jednak nie do końca mieli rację, że coś okazało się bardziej szkodliwe niż wynikało z wcześniejszych badań… Obecny stan wiedzy oznacza jedynie wiedzę, która na daną chwilę jest oficjalnie akceptowana przez światowe organizacje. Zresztą moje zdanie o badaniach naukowych już wyraziłam:)

- Jakim cudem obliczono ilość, która pobierana codziennie w ciągu całego życia człowieka z różnych źródeł, nie okaże się szkodliwa dla zdrowia? Czyli normę ustalono dla przeciętnego człowieka, który jak wiadomo tak naprawdę nie istnieje. Każdy organizm może mieć inny próg wrażliwości, inne reakcje czy skuteczność pozbywania się nadmiaru szkodliwych substancji.

Quantum satis – to tak właściwie dowolna ilość substancji dodatkowych, dla których nie zostały ustalone maksymalne, dozwolone poziomy. Stosuje się w dawce najniższej, niezbędnej do osiągnięcia zamierzonego celu technologicznego, zgodnie z dobrą praktyką produkcyjną. Czyli to producent ustala jaka jest ta minimalna dawka, co dotyczy np. barwników, a większość z tych produkowanych syntetycznie wykazuje działania szkodliwe. Oprócz nich dotyczy to także niektórych zagęstników i stabilizatorów, emulgatorów, regulatorów kwasowości i gazów stosowanych do pakowania.

W Europie stosuje się około 400 dozwolonych dodatków do żywności, co jest stosunkowo niewielką liczbą w porównaniu z 2800 używanymi w USA.

Dodatki do żywności można podzielić na:
- naturalne
- syntetyczne, identyczne z naturalnymi – występujące w naturze, ale otrzymane w trakcie chemicznej syntezy
- sztuczne, syntetyczne – nie występujące w stanie naturalnym

E od 100 – 199 to barwniki
E od 200 – 299 to substancje konserwujące
E od 300 – 399 to przeciwutleniacze
E od 400 – 499 to substancje zagęszczające, emulgujące, stabilizujące
Ich pełna listę wraz ze stopniem szkodliwości znaleźć możecie tutaj.

Działanie tych substancji na organizm człowieka tak naprawdę przebadane nie jest. Badania przeprowadza się na zwierzątkach, obliczając na tej podstawie normy dla ludzi. To właściwie  na nas przeprowadza się eksperyment naukowy. I nie przekonujemy się w nim przecież co nam szkodzi i w jakich dawkach, lecz tak naprawdę jak działa na nas cały ten chemiczny szejk substancji dodatkowych spożywanych dzień po dniu. Nasz organizm co prawda umie pozbywać się szkodliwych substancji, ale na pewno nie każdy rodzaj i nie w każdej ilości – im bardziej zaśmieceni jesteśmy, tym jest mu trudniej.

Chemia jest wszędzie!

Zacznijmy od tego, że naprawdę wiem czym jest chemia i że wszystko, w tym produkty natury są zbudowane ze związków chemicznych. Nie biorąc więc tego dosłownie, załóżmy że chemią nazywamy sztucznie wytwarzane związki nie występujące naturalnie w naturze jako odrębne substancje.
A więc chemia jest wszędzie – to argument używany zarówno przez ignorantów wpływu żywienia na zdrowie jak i pro-naturalne osoby. Jeżeli chemia rzeczywiście jest wszędzie to znaczy, że nie da się jej uniknąć, więc po co się wysilać – takie bierne, typowo konsumpcyjne podejście. Podobnie chcąc być eko można przesadzić w drugą stronę starając się uniknąć wszelkich syntetyków. Ale dla zdrowia dużo lepiej przegiąć w tą drugą stronę;) Ja polecam kierować się tym, że im mniej tej chemii tym lepiej. Należy eliminować ją systematycznie nie tylko z pożywienia, ale także unikać dostarczania innymi drogami, czyli głównie przez skórę.

W przerażającej większości sklepów bardzo trudno znaleźć żywność pozbawioną sztucznych dodatków. Coraz częściej można jednak spotkać regały z żywnością „zdrową” lub po prostu mniej przetworzoną. To przez nasze indywidualne wybory możemy przekazać przemysłowi spożywczemu wiadomość jaką żywność wolimy kupować. Zmniejszajmy więc popyt na żywność wysoko przetworzoną poprzez nasze mądre decyzje!

Źródła:
http://www.izz.waw.pl/pl/substancje-dodatkowe-do-zywnosci
Julita Bator „Zamień chemię na jedzenie

1 komentarz:

  1. Szkoda, że tak ciężko znaleźć prawdziwe jedzenie, przetworzone produkty omijam od dawna, ale większość ludzi ciągle po nie sięga..

    OdpowiedzUsuń

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)