sobota, 22 lutego 2014

Czytanie ze zrozumieniem etykiet i opakowań produktów – lekcja pierwsza.


 Na początek trochę o smakach, sokach i nabiale... 

  • Produkty o smaku np. malinowym (czy też truskawkowym, bananowym, migdałowym, etc.) – co do ich zawartości nie ma się co łudzić, taki wyrób prawdopodobnie nawet nigdy nie stał koło malin. Widząc że jogurt, ciastko, serek czy cokolwiek jest o smaku czegoś, szczególnie jeżeli dotyczy produktów nieco droższych jak właśnie maliny, możemy spodziewać się głównie: barwników imitujących pożądany kolor (pół biedy jeśli barwnikiem jest zagęszczony sok z buraka lub marchwi, bo te syntetyczne są naprawdę szkodliwe), aromatu identycznego z naturalnym (czyli otrzymany w laboratorium związek chemiczny mający pożądany zapach np. octan butylu-bananowy), a za „smak” odpowiada głównie spora ilość cukru i syropu glukozowego. To dużo tańsza metoda niż dodawanie prawdziwych owoców czy orzechów, a ponieważ ludziom często wszystko jedno co jedzą (lub nie są tego świadomi) to handel takimi produktami niestety kwitnie.
  • Na szczególną uwagę spośród produktów o smaku zasługują syropy, takie do rozcieńczenia wodą. Głównym składnikiem takiego o smaku malin przykładowo jest syrop (jak sama nazwa wskazuje;]) glukozowo-fruktozowy oraz woda, aromat, dla koloru zagęszczony sok z jakiś innych owoców niż w nazwie (jabłka, aronie), stabilizatory kwasowości i antyutleniacze, konserwanty oraz malina. Do całej tej mieszaniny dodano sok z jednej, no maksymalnie paru malin. Może czasami spotykana nazwa Malina na takim syropie coś powinna nam sugerować…
  • Wody smakowe – to też ciekawe zjawisko. Dlaczego kupujemy wodę, która na pierwszy rzut oka widać, że nie ma dodatku ani kropli prawdziwego soku. No może kroplę, ona nie dałaby chyba widocznego zabarwienia. I po co? Bo pachnie i ma posmak – całkowicie syntetyczny. O smaku cytryny w tej wodzie decydują dodatki: cukru, kwasku cytrynowego, aromatów i konserwantów nie łatwiej i zdrowiej wycisnąć sobie cytrynę? Zdecydowanie to najwyższy ze szczytów lenistwa w dzisiejszych czasach.
  •  Produkt wanilinowy – przeczytaj uważnie, nie waniliowy. Wanilina jest związkiem chemicznym produkowanym na wielką skalę oraz małymi kosztami dla przemysłu spożywczego i kosmetycznego. Naturalnie występuje także w wanilii, ale w towarzystwie innych naturalnych aromatów i związków. Otrzymywana syntetycznie jest szkodliwa, działa uczulająco i znajduje się na liście niebezpiecznych związków chemicznych utworzonej przez NIH (Narodowe Instytuty Zdrowia Stanów Zjednoczonych), także za szkodliwą uznana przez Europejskie Biuro Chemiczne. Jeżeli ktoś lubi dodawać cukier wanilinowy może zamienić go na waniliowy domowy (zdrowszy i o ładniejszym zapachu), wcale nie droższym sposobem o czym przeczytałam tutaj.
  • Maślane – tu podobna historia jak z wanilią, chyba niewielu producentów używa masła do produkcji ciasteczek, herbatników , biszkoptów czy popcornu. Dużo tańsza jest kombinacja utwardzonego tłuszczu roślinnego oraz diacetylu. Dodawany jest także do margaryn, żeby lepiej udawały masło. Oczywiście diacetyl występuje też jako związek naturalny np. w maśle oraz powstaje przy fermentacji piwa czy wina, gdzie nie jest szkodliwy. Wykazano, że osoby często narażające się na działanie tego sztucznego związku mają zwiększone ryzyko zachorowanie na Alzahaimera (ułatwia tworzenie się blaszek amyloidowych w mózgu) i innych chorób układu nerwowego oraz chorób układu oddechowego.
  • Sok – taką nazwę posiadać może jedynie czysty sok bez dodatków, więc napis 100% nie czyni z niego lepszego od reszty. Taki sok nie umywa się jednak do naturalnego. Większość z dostępnych w sklepach przeszło długi okres przetwórczy – od wyciskania, przez pasteryzację (czyli najprościej zagotowanie w celu przedłużenia trwałości do paru miesięcy) i zagęszczanie (usunięcie wody różnymi metodami, aby ułatwić transport i przechowywanie), po odtworzenie przez dolanie wody do pierwotnej objętości i zapakowanie w kartoniki powleczone od wewnątrz aluminium. Nie brzmi i nie smakuje dobrze – sok oczyszczany jest z większości tego co w nim najcenniejsze – witamin i enzymów, a zostają głównie cukry. Nie dziwna jest więc nagonka badaczy na soki, którzy zaczynają udowadniać ich szkodliwość, w tym głównie przyczynianie się do cukrzycy. Ale sok sokowi nie równy i tego dodawać zapominają. Więc stawiamy na soki świeże i jeżeli nie posiadamy własnej sokowirówki (w którą naprawdę warto zainwestować pieniądze- procentujące zdrowiem) można znaleźć w sklepowych lodówkach soki niepasteryzowane (2-3 dniowe) w szklanych butelkach. Nie można tracić czujności ani na chwilę, gdyż między nimi czają się takie pasteryzowane (z długim okresem przydatności) w butelkach plastikowych lecz w szklanych także.
  • Nektary – zawartość soku może wynosić w zależności od rodzaju owocu od 25-50%, może zawierać dodane cukry (do 20%) i przeciwutleniacze (naturalne oraz chemiczne), ale nie może mieć barwników, aromatów i konserwantów. Czyli gorsza wersja soku. Z niektórych owoców kupić można jedynie nektar np. czarna porzeczka lub aronia, gdyż nierozcieńczony sok byłby zbyt kwaśny do bezpośredniego spożycia.
  • Napój ma naprawdę nie wiele wspólnego z sokiem, jego ilość może być wręcz symboliczna (zazwyczaj parę procent, możliwie do 25%), ale określona procentowo w składzie. Producent może dodać  cokolwiek mu się podoba: oczywiście wodę, cukry i słodziki, aromaty, barwniki, konserwanty oraz inne dozwolone dodatki.
  • Masło bez masła – producenci bardzo perfidnie starają się wykorzystać nieuwagę klienta, który chcąc kupić masło nieświadomie kupuje margarynę. Margaryna jest szkodliwa, gdyż zawiera chemicznie zmienione tłuszcze trans i według mnie żadne super dodatki działające „korzystnie” na serce nie powinny mydlić nikomu oczu - tego jeść nie wolno i kropka. Ale miało być o maśle – nazwa własna masło może zostać użyta tylko jeżeli jest wykonane w 100% ze śmietany mleka krowiego i zawiera około 82% tłuszczu. Za to w sklepach znaleźć można opakowania, które tylko imitują swoim wyglądem paczkę masła np.: mając napisy EXTRA + nazwa + malutkie mix, wyeksponowane 82% i dodane drobnym druczkiem tłuszczów roślinnych, grafiki cebrzyków z wylewającym się mlekiem lub krowę. Dla jasności mix posiada dodatek mniej więcej łyżki masła do całego opakowania utwardzonych tłuszczy roślinnych.
  • Śmietana roślinna – to raczej jako ciekawostka i znak, że ten postęp posuwa się już znacznie za daleko. Taka śmietana naprawdę istnieje, to taka zamiana jak z masłem i margaryną. Chcąc kupić śmietanę można się nadziać na trochę tańszą „śmietanę”, która swoim opakowaniem łudząco przypomina prawdziwą, ma bardzo wyraźnie zaznaczoną ilość tłuszczu-18% (kojarzoną ze śmietaną) oraz wymijającą nazwę kremowy mix do zup i sosów. W składzie jest odrobina śmietanki, a z produktów mlecznych ma jeszcze maślankę i mleko w proszku, a reszta to tłuszcze roślinne, zagęstniki, skrobia oraz żelatyna.

C.D.N.: W kolejnej części o produktach "bez", ale w takim razie z czym? 

5 komentarzy:

  1. Hej, bardzo ciekawy blog. Nominowałam Cię do Liebster Award. Zapraszam do zabawy, będzie mi miło jeśli odpowiesz na moje pytania. Link do pytań http://minigentleman.blogspot.com/2014/02/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za wyróżnienie:)ale powstrzymam się od odpowiadania na pytania, gdyż ten blog nie powstał, żebym opowiadała o sobie tylko abym dzieliła się swoją wiedzą z konkretnej dziedziny.

    OdpowiedzUsuń
  3. mój ulubiony sok pomarańczowy z firmy na literkę T nie jest wcale taki zdrowy? wydawało mi się że jest dobry ponieważ w składzie nie miał żadnych innych dodatków tylko 100% zagęszczonego soku.. btw bardzo ciekawy blog, natknęłam się na niego przypadkiem ale bede wpadać tu częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny artykuł. nawet nie wiedziałam, że są takie różnice...

    OdpowiedzUsuń

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)