sobota, 18 stycznia 2014

Moja dieta - czym się odżywiać?

Nieczęsto na studiach muszę napisać jakąś dietę, ale jak mi się już zdarzy to jestem lekko załamana tym co muszę ludziom zalecać. Dlatego żeby polepszyć swoją samoocenę, spróbuję opracować zasady diety, którą uważam za słuszną. Mam nadzieję że może sprawię tym, iż chociaż parę osób zrozumie o czym tak naprawdę piszę. Zastosowanie jej, niezależnie od szczegółowych obliczeń poziomów poszczególnych witamin i pierwiastków (czym aktualnie muszę się zamęczać układając dietę „idealną”), przyniesie korzyści zdrowotne. Jeżeli nie natychmiast to na pewno w przyszłości. Zacznijmy od tego czego na pewno jeść się nie powinno.



Czego nie jeść, czyli najlepiej wyrzucić z kuchni i już więcej nie wkładać do koszyka z zakupami:

  • Białego cukru – powoduje same szkody w organizmie, naprawdę nie bez powodu nazywany jest białą śmiercią. Można jego część, którą ciężko wyeliminować zastąpić np. naturalnym miodem, „cukrem” brzozowym, stewią lub nawet daktylami.
  • Wszystkiego co białe: chleb, mąkę, makaron, ryż i ziemniaki – to oczyszczone ze wszelkich wartości odżywczych węglowodany  – działające na organizm bardzo podobnie jak biały cukier.
  • Rafinowanych olejów roślinnych - tłuszcze oczyszczone z witamin, pod wpływem temperatury ich naturalna struktura zostaje zniszczona i stają się szkodliwe, podobnie jak poddawane chemicznemu uwodornianiu margaryny.
  • Wszelkiego co sproszkowane, produktów typu instant – sosy, zupy i inne dania, kisiele, budynie – wiadomo konserwanty, barwniki, zapełniacze, bezwartościowa sól, glutaminian sodu, sproszkowane tłuszcze i mleko, cukier… Jeżeli nie karmi to naszych komórek, tylko utrudnia im życie to chyba lepiej już nic nie jeść...
  • Mleka pasteryzowanegp – pisałam już o jego „właściwościach” tu, co również dotyczy produktów produkowanych na bazie tego mleka.
  • Produktów mięsnych - uzyskanyc na długiej drodze przetwarzania – konserwy, wędliny, pasztety, parówki – znowu konserwanty, zagęstniki zazwyczaj ze zbóż, azotany, soja GMO, mięsne odpadki (MOM) i kto ich tam wie co jeszcze.
  • Słodzonych napojów – i nie mówię tu tylko o takich typu coca-cola. Także wody smakowe i różnego rodzaju soki i napoje zawierają wielkie ilości cukru, syropu glukozowo-fruktozowego oraz chemicznych słodzików (w tym często rakotwórczego aspartamu), dodatki barwników, konserwantów a niekiedy też bezwartościowych syntetycznych witamin.
  • Słodyczy – może wystarczy na razie jak powiem, że z każdym dniem konsumpcji przybliżają nas do gabinetu lekarza, farmaceutyków i szpitala. Może oprócz prawdziwej czekolady gorzkiej.
  • Słonych przekąsek– ich skład to oczyszczone węglowodany, rafinowane i utwardzane oleje, sól (czyste NaCl bez żadnych innych minerałów) i wzmacniacze smaku – na tym nasz organizm nie ma prawa skorzystać.
  • Fast-foody - dla każdego chyba oczywistym jest, że to niezdrowe a nadwaga u większości obywateli USA jest tego najlepszym dowodem.
Spędzając trochę czasu w szpitalach słucham leżących tam pacjentów. Przeraża mnie niewiedza ludzi i to jak mogą oni w taki sposób egzystować. Oprócz tego, że najczęściej dowiadujemy się od pacjenta, że on to się żywi „normalnie”, „jak wszyscy” i temu podobne, czasami dostajemy też konkretne informacje. Najczęściej słyszymy, że chora osoba uwielbia potrawy mączne, nie przepada za warzywami, nie może się powstrzymać od jedzenia słodyczy, je dużo mięsa (mężczyźni) lub produktów mlecznych (raczej kobiety). Często też palą i zazwyczaj garściami zażywają lekarstwa (im starsi tym więcej). Zdecydowana większość ludzi lądujących w szpitalach ma cukrzycę – to mówi samo za siebie - żeby zrozumieć że takie żywienie nie utrzymuje organizmu w zdrowiu nie trzeba robić szczegółowych badań naukowych. Zdaję sobie sprawę z tego, że większości tych ludzi ciężko byłoby nakłonić do zmian – zazwyczaj z racji wieku lub utrwalonych nawyków żywieniowych i światopoglądu. Ale bardzo proszę Was, tych którzy to czytają, zróbcie wszystko żeby nie doprowadzić do tego, żeby któregoś dnia nie ocknąć się zależnym od ułomności własnego ciała, od innych, a szczególnie od przemysłu medycznego.

Żeby zachować zdrowie najważniejsze co trzeba jeść to:
  • Duże ilości świeżych warzyw - jest ich całkiem spory wybór: pomidory, marchewki,
    rzodkiewki, kalarepa, ogórki, cebula, szczypiorek, kapusta, cukinia, seler, por, oraz tych zielonolistnych: szpinak, pietruszka, jarmuż i różne rodzaje sałat. Także te lepsze po ugotowaniu (ale jak najkrócej to możliwe) jak: brokuł, brukselka czy kalafior.
  • Kiszonki – pełne naturalnych probiotyków wzmacniających nasz system odpornościowy: kapusta, ogórki, buraki czy czasami ukwaszone mleko (tylko to naturalne się da).
  • Strączkowe – po wcześniejszym namoczeniu i ugotowaniu dostarczają niezbędnych białek ważnych na diecie wegetariańskiej. Wszelkiego rodzaju fasolki i groszki można spożywać w wielu różnych formach: past, kotlecików, pasztetów, zup czy po prostu dodatków do dań.
  • Owoce – każdego dnia powinniśmy z nimi dostarczać szeregu witaminami, enzymów i minerałów. Są takie pyszne gdyż zawierają naturalne cukry- nie trzeba ich więc dosładzać i nie należy poddawać działaniu temperatury, po co niszczyć naturalne prozdrowotne smakołyki? Warto w tym punkcie także zwrócić uwagę na awokado – chociaż nie smakuje jak typowy owoc to zachęcam do wprowadzenia go do potraw – ma dużo cennych tłuszczów i sporo innych prozdrowotnych właściwości. Ja rozsmakowałam się w pastach z różnymi dodatkami oraz w wersji na słodko- pasta z miodem i karobem:)
  • Soki – można je tworzyć ze wszelkich powyższych składników w rozmaitych kombinacjach, a o ich olbrzymich zdrowotnych, a nawet leczniczych właściwościach świadczy terapia Garsona o której bardzo ciekawie opowiada jego już ponad 90 letnia (ciesząca się doskonałym zdrowiem) córka. Ważne, by zaopatrzyć się w wyciskarkę wolnoobrotową, lub w ostateczności sokowirówkę. Ta pierwsza wyciska więcej z tej samej ilości i zachowuje wyższą odżywczość soku i jest niestety droższa, ta druga zostawia wilgotne odpadki i niszczy część enzymów(link). Już parę dni codziennego picia soków (np. z marchwi, jabłek, buraków, z zielonymi dodatkami) poprawia wygląd skóry oraz odżywia i oczyszcza cały organizm co można zauważyć pod postacią wzrostu energii.
  • Kasze – w celu zastąpienia tych przeklętych, wszechobecnych ziemniaków – można wybierać spośród np. jaglanej (najlepsza), gryczanej, jęczmiennej jak również mniej znanych a ciekawych smakowo i bogatych odżywczo – komosy ryżowej (quinoa) czy amarantusa.
  • Kiełki – jak już pisałam, bogate źródło enzymów i bomba witaminowo-mineralna (potrzebna
    przyszłej roślince do rozwoju). Jako dodatek do sałatek, kanapek, zup czy czegokolwiek innego. Warto nauczyć się ich hodowli, szczególnie że jest na prawdę prosta jeżeli zakupi się nasionka specjalnie do ich skiełkowania.
  • Zdrowe oleje – czyli te nierafinowane, tłoczone na zimno – jako dodatek do sałatek czy innych dań już po ich przyrządzeniu. To bogate źródło niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, wlicza się tu także oliwa z oliwek (tylko ta extra virgin bez dodatków innych olejów).
  • Nasiona i orzechy – warto mieć je zawsze pod ręką wykorzystując jak zdrową przekąskę. Tyle różnych dobroci przygotowała dla nas natura:
    • z orzechów – laskowe, nerkowca, włoskie, brazylijskie, migdały, piniowe...
    • a z nasion/pestek: dyni, słonecznika, lnu a nawet jabłka (tak, nie należy ich wyrzucać, zawierają cenną przeciwrakową amigdalinę, ale mniej niż pestki moreli).
Po przeczytaniu tak długiej listy produktów spożywczych dziwnym wydaje mi się pytanie – to co właściwie jeść? – nasuwającym się zapewne większości po lekturze pierwszego spisu.

Dużej liczby produktów nie wymieniłam i uważam, że spożywanie ich sporadycznie zaszkodzić nie powinno, jak np.: 
  • ryby (takie złowione lub ze sprawdzonych hodowli – chociaż i tak większość jest mocno zatoksyczniona), 
  • mięso (z tradycyjnych gospodarstw wiejskich lub ekologicznych),
  • pieczywo z pełnej mąki, mąki bezgltenowej lub na zakwasie
  • naturalne sery, masło i inne przetwory mleczne (można znaleźć na targu), 
  • jaja także z tradycyjnych gospodarstw lub ewentualnie ekologiczne.

8 komentarzy:

  1. Biorąc pod uwagę jakie chore mamy teraz czasy to wszystko może nam zaszkodzić, ważne jest zachowanie umiaru, ale dla tych którzy tego nie potrafią to Twoje rady będą w 100% przydatne.
    Pozdrawiam! :)
    http://mama-dietetyk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za komentarz:) Wiem że czasy trudne, więc myślę że w tych radach mimo wszystko jest umiar:]

    OdpowiedzUsuń
  4. @ mama: Co do umiaru to polemizowałabym, zależy jak kto postrzega umiar, bo u niektórych umiar to coś śmieciowego raz dziennie a to już zły umiar. Bardziej pasuje tu więc hasło: "trzeba wybrać mniejsze zło". @Marcelina: super blog, będę często, chętnie i gęsto na niego zaglądać :)Oby więcej takich jak my to może w końcu ludzie zaczną zwracać uwagę na rolę diety w codziennym życiu i zdrowiu :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja myślę, że ważny jest sposób przygotowania. Np. owoce. Nie każdy może jeść surowe jabłka czy banany. Ale pieczone są ok prawie dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety owoce nie są dla wszystkich, mój mąż ma nietolerancję fruktozy, z czym tak naprawdę boryka się niewiedząc o tym wielu ludzi. Zdiagnozowanie trwało latami, w końcu wykrył to sam trafiając na wykłady Dr. Lustig o cukrze. Reakcję w postaci biegunki wywoływały różne produkty jak np. owoce, ketchup, musztarda, czekolada. Nie było przez długi czas wiadomo o co chodzi, dopóki biały cukier nie został calkowicie wykluczony z diety jak również wszelkie naturalne produkty z większą zawartością fruktozy czyli banany, rodzynki, pomarańcze, miód.

    OdpowiedzUsuń
  7. To są ogólne zalecenia i wiadomo, że dietę należy dostosować do osoby i jej schorzeń, jeżeli nie da się ich wyeliminować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozumiem tylko czemu ziemniaki są takie złe. Mysle ze w dobrych ilosciach wcale złe nie są i nie powinnismy ich od razu wykreslac, u Polaków są dobrym źródłem witaminy C i mysle ze są zawsze lepsze niz "białe" makarony, ryze i inne tego typu.

    OdpowiedzUsuń

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)