czwartek, 7 listopada 2013

Trochę rozważań natury moralizatorskiej…


Uważam, że ludzie w naszych czasach, szczególnie ci młodzi za mało myślą samodzielnie. Zazwyczaj uznają, że jeżeli nie ma wojen na naszym terenie, a media z dumą nazywane są wolnymi, to nie ma się czym przejmować. Przecież w naszych czasach nie ma propagandy, wszystko popierane jest solidnymi badaniami naukowymi i chronią nas wszelkie normy unijne.

A czym są reklamy jeżeli nie propagandą? Czemu zakładamy że producenci reklam żywności, leków czy czegokolwiek innego chcą naszego szczęścia i zdrowia, a nie tylko pieniędzy? Dla nich najważniejsze jest przekonanie nas, żebyśmy kupili dany produkt. Instynktownie wierzymy poprzebieranym lekarzom czy dentystom. Wierzymy, że krowy dające mleko są szczęśliwe i pasą się na zielonych pastwiskach, a czasami są fioletowe i propagują czułość, a nie szkodliwe słodycze. Absurdy ciągle aż leją się z ekranu. Dlatego ja tv raczej nie używam, tylko okazjonalnie, a dźwięki reklam wyłączam.

Można by nazwać to naiwnością, ale w większości wypadków wynika to z naturalnego odruchu chęci wygody. Dość przyjemnie jest wierzyć, że smaczne i szybkie w przygotowaniu posiłki są zdrowe. Cieszymy się kupując coś nazwanego „domowym”, bo to sugeruje że będzie podobnej jakości jak przygotowane własnoręcznie. Nie zastanawiamy się co robić, żeby nie chorować, bo przecież mamy cały wybór tabletek, które szybko uleczą nas ze wszystkiego.
A poważniejsze choroby są przecież kwestią przypadku i genetyki, więc trzeba liczyć, że nam nic złego się nie przytrafi. A jak już to przecież medycyna rozwija się tak szybko, że zdążą coś wynaleźć zanim zachoruję. Tak lubią myśleć ludzie młodzi, a przecież jesteśmy w naszym kraju pierwszym pokoleniem żyjącym w taki sposób. Uważamy że na razie jesteśmy zdrowi, bo na nic nie chorujemy. Spotykam się z bardzo mądrymi stwierdzeniami, że gdyby to wszystko rzeczywiście powodowało raka to już bym go miała…Tyle tylko, że rak rozwija się nawet naście lat, a jego ostatnie stadium (a pierwsze rozpoznawalne przez lekarzy) pojawia się często gdy zależy nam na życiu i zdrowiu dużo bardziej, bo mamy już rodzinę i plany życiowe w trakcie realizacji.

Chociaż teraz przestaje to być regułą, coraz więcej coraz młodszych choruje coraz poważniej.
A wybór chorób cywilizacyjnych jest równie szeroki jak asortyment aptek. Wygodnie jest ufać, że lekarze mają wiedzę i środki pozwalające przywracać zdrowie. Nie często przyznają się, że nie wiedzą co robić jak autor książki „Cień Hipokratesa. Tajemnice domu medycyny”. Ponad to z każdej strony atakują nas badaniami naukowymi.

Czy naprawdę są obiektywne?
A czy możliwe jest, żeby firma produkująca czekoladki zapłaciła naukowcom za przeprowadzenie badań nad ich szkodliwością i opublikowała wyniki zniechęcające do ich kupna? Zawsze znajdą się badacze, którzy w zamian za sfinansowanie badań orzekną brak szkodliwości, a może nawet prozdrowotne działanie czekoladek. I takie rzeczy dzieją się nagminnie, obszernie przedstawiają to reportaże wyemitowane na tvn style pod nazwą „Tajemnice korporacji”, których obejrzenie gorąco polecam (z YouTuba już usunięto, tu odcinek o cukrze: http://www.cda.pl/video/97588b3/Tajemnice-korporacji-odc6-Slodka-trucizna- )

Chcę przestać przyglądać się temu stojąc bezczynnie z boku. Po to poszłam na dietetykę, bo chcę pomagać ludziom. Chcę żeby budzili się i zaczynali samodzielnie myśleć nad tym co dla nich dobre. Żeby bardziej słuchali swojego ciała i zdrowego rozsądku niż producentów żywności i leków. I może też żeby poszukiwali pomocy wśród innych uświadomionych.

Żyjemy w rzeczywistości, w której większość często się myli, bo nasze poglądy są
stale tak kształtowane, by podejmowane przez nas decyzje służyły niekoniecznie nam
samym. Dlatego tylko od nas zależy, czy zechcemy wykazać się pewną odwagą

w samodzielne poszukanie informacji zamiast polegać na podawanej nam "papce" informacyjnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)