niedziela, 27 października 2013

Witaminy - po co one komu? Oraz trochę o witaminie C.

       Trochę zaczęłam już o witaminach, ale teraz wróćmy do podstaw, wiedzy książkowej i jej analizy. Najpopularniejszą zapewne jest witamina C, jest to temat wyjątkowo obszerny, którego na pewno nie uda mi się wyczerpać. Najpierw zobaczmy jak sprawa witamin ma się od strony podręcznikowej.

            Witaminy ogólnie dzieli się na dwie grupy: te rozpuszczalne w wodzie, czyli wit. C i witaminy z grupy B oraz rozpuszczalne w tłuszczach czyli A, D, E i K. Ich obecność w diecie jest konieczna dla prawidłowego funkcjonowania komórek – pełnią rolę biokatalizatorów oraz regulatorów enzymatycznych. Nazwa witamina pochodzi od łacińskiego vita (czyli życie) i amina (czyli rodzaj pierwszej odkrytej witaminy – tiaminy). Widzimy więc, że bez witamin nie ma życia. Źródłem są produkty spożywcze, w których mogą występować także w formie prowitamin. Następnie dowiadujemy się, że zasadniczo istnieją trzy stany nieprawidłowe odnośnie każdej z witamin: jej całkowity brak (awitaminoza), niedobór (hipowitaminoza) lub nadmiar (hiperwitaminoza).

Tu się na chwilę zastanówmy. Czy kiedykolwiek ktoś zaleca badania poziomu witamin?
Czy wiecie jakie są metody? Czy znacie lekarza, który rozpoznaje  podczas wywiadu niedobory i radzi jak sobie z nimi radzić? Ze świecą szukać, a ja osobiście się nie spotkałam. Na studiach medycznych edukacja pod tym kontem jest dość okrojona. Każdy co prawda bez problemu wymieni choroby wynikające z braku, bo są to już przypadki oczywiste, ale w naszym cywilizowanym społeczeństwie nie spotykane. Takie jak szkorbut (C), beri-beri (B1), kurza ślepota (A),  krzywica (D), wady cewy nerwowej u płodu (kwas foliowy). Tu wiedza jest, czysto teoretyczna i skutkująca głównie suplementacją u kobiet ciężarnych. Jest jednak cała gama objawów bardzo powszechnie występujących, które są do zniesienia i można łagodzić je objawowo. Ale dlaczego, jeżeli można by zlikwidować przyczynę?
Przykłady? Sucha skóra - kremik nawilżający, łamliwe paznokcie - odżywka, wypadające włosy - szampon czy lakier nadający objętości, osłabienie – kawa lub napoje energetyczne, podatność na przeziębienia - sprej do nosa na katar, tabletki na gardło i ibuprofen/aspiryna na stan zapalny. Mamy powszechną  modę na działania objawowe.

Ładnie obrazuje to pozornie niezwiązany z tematem przykład. Jak zapala się w aucie jakaś lampka kontrolna, która świecić się nie powinna to co się robi? Moja mama spytała kiedyś o taką jedną lampkę zawodowego kierowcę, a odpowiedź była: „ Mi też się taka zapaliła, ale że nie wiem o co chodzi i mnie irytowała to zakleiłem ją plasterkiem”.

No dobrze. Czyli wypadałoby wywnioskować z czego wynika niedobór i kupić w aptece daną witaminę tak? Niestety sprawa nigdy nie wygląda aż tak prosto. Ja nie ufam niczemu co pochodzi z apteki. Farmaceuta chce żebyśmy do niego wracali, a jak pomoże nam listek rutinocośtam za parę groszy to wrócimy? Wrócimy, bo albo nie pomoże, albo tylko na chwilę. Suplementy witaminowe w formie np. tabletek zawierają syntetycznie otrzymany związek. A nasze organizmy nie powstały w ludzkim laboratorium tylko w laboratorium matki natury;) No i właśnie natura stworzyła całe kompleksy związków chemicznych znajdujące się w jej darach – owoce, warzywa, zioła, orzechy, nasiona… Wszystkie pokarmy naturalne zawierają w najkorzystniejszych dla nas proporcjach oprócz witamin także związki mineralne, enzymy, niezbędne kwasy tłuszczowe i związki których właściwości zapewne jeszcze nie odkryto. W takiej formie możemy być pewni że organizm je wykorzysta, a w formie tabletki? Dostajemy konkretny związek, czasami w towarzystwie paru innych, którego wchłanialność jest minimalna (a więc i skuteczność). Dodatkowo możemy spodziewać się dostarczenia także cukru, słodzików (w tym neurotoksycznego aspartamu), laktozy, gumy arabskiej, skrobi, substancji emulgujących i przeciw zbrylających, barwników i kto wie jeszcze czego. I co przerażające, suplementy przeznaczone dla dzieci są znacznie „bogatsze” w takie ciekawe substancje, bo dla dzieci musi być ładne, kolorowe, przyciągające uwagę i słodkie…

Więc czy taki suplement w jakimkolwiek stopniu służy naszemu zdrowiu czy raczej szkodzi? Może dlatego niektórzy lekarze i farmaceuci twierdzą, że suplementy korzyści nie przynoszą...
To na razie tyle tytułem wstępu do tematu witamin.


              Jak wspomniałam zacznę od witaminy C. Ze strony chemicznej, jak pewnie większość wie, jest to kwas askorbinowy, a dokładnie L-askorbinowy (lewoskrętna postać cząsteczki chemicznej). Nie wolno o tym zapominać decydując się mimo wszystko na syntetyczny suplement, gdyż druga postać tego kwasu czyli D - (prawoskrętny, tańszy do otrzymania) jest dla organizmu związkiem obcym i właściwie do niczego się nie nadaje.  Informacje, które można znaleźć o tej witaminie (np. w podręczniku dietetyki) są z reguły powierzchowne, dlatego poszerzę je o moje przemyślenia.
Z podręcznika Ciborowskiej dowiadujemy się, że:
  • Bierze udział reakcjach oksydoredukcyjnych, jest więc antyutleniaczem – wynika z tego, że m.in.: likwiduje stany zapalne, uczestniczy w procesie naprawy komórek jednocześnie zapobiegając ich starzeniu się oraz wspomaga naturalne procesy samoleczenia się organizmu.
  • Odgrywa ważną rolę w profilaktyce choroby niedokrwiennej serca i chorób nowotworowych. A jak wielu z nas czy nawet lekarzy wie o leczeniu chorób układu krążenia poprzez chelatację? Czyli poprzez wlewy dożylne z megadawek witaminy C oczyszczające krew z metali ciężkich (będących jedną z głównych przyczyn miażdżycy, w przeciwieństwie do zdemonizowanego cholesterolu) oraz wspomagające odbudowę prawidłowej struktury naczyń krwionośnych. Taką samą kurację stosować można wśród chorych na nowotwory...
  • Odgrywa ważną rolę w przemianie aminokwasów, syntezie hormonów steroidowych, barwników skóry (melanin), amin katecholowych. Jest więc niezbędna w licznych reakcjach biochemicznych umożliwiających funkcjonowanie organizmu. 
  • Niezbędna w wytwarzaniu kolagenu-podstawowa substancja tkanki łącznej, która stanowi o prawidłowej budowie chrząstek, kości, zębiny, uszczelniająca śródbłonek naczyń włosowatych - tu kolejny argument za leczeniem chorób ukł. krwionośnego. Kolagen odpowiada także za elastyczność skóry, witamina znajduje się więc w wielu kremach, czyli ponowny argument za właściwościami antystarzeniowymi. Kolagen wchodzi także w skład innych tkanek łącznych - czyli dodatkowo kości i stawów.
  • Ułatwia przyswajanie żelaza w przewodzie pokarmowym przez jego redukcję. Przy anemii warto pamiętać, żeby łączyć produkty bogate w żelazo z tymi bogatymi w witaminę C.
  • Niedobór objawia się szybkim męczeniem się, brakiem łaknienia, bólami  stawowo-mięsniowymi, zaczerwnienieniem i krwawieniem dziąseł – objawy wyglądające na raczej częstsze niż rzadsze. Przy totalnym braku objawia się szkorbutem- czyli krwawieniem i zmianami zapalno-martwicowymi dziąseł łącznie z wypadaniem zębów. Prowadzi także do niedokrwistości (czyli brak żelaza lub wit.B12 to nie jedyne przyczyny) i osłabienia odporności - objaw najpowszechniej znany i skutecznie ignorowany. A może nawet nie, ale ważna jest dawka, a kwestia odporności jest wieloczynnikowa. 
  • Jest substancją nietrwałą, bardzo wrażliwą na działanie tlenu, promieni nadfioletowych, wysokich temperatur, środowiska zasadowego, natomiast odporna jest na zamrażanie. Z tego wynika, że podczas przechowywania, obróbki wstępnej i cieplnej straty mogą być olbrzymie i dochodzić do 50-80%. Tu powraca temat wspomnianego wcześniej ziemniaka:] Czyli jeżeli chcemy spożyć pokarm wraz z witaminą C to nie ma innego wyjścia, jedynie świeże, nie gotowane owoce, warzywa i spożyte zaraz po wyciśnięciu soki. Dodatkowo ostatnie odkrycia donoszą, że biodostępność (czyli procent wchłonięcia się) kwasu l-askorbinowego podnosi dodatek tłuszczów np. w formie oliwy czy innego tłoczonego na zimno oleju. 
  • Teraz co do ilości, czyli tak zwanych zapotrzebowania i zalecanego dziennego spożycia. Z dopiskiem, że nadmierne ilości mogą sprzyjać powstawaniu kamicy nerkowej, a także wywoływać zaburzenia w przewodzie pokarmowym. Pierwsza teza opiera się na założeniu, że kłamstwo powtórzone wiele razy staje się prawdą. Badania, z których wyciągnięto te fałszywe wnioski przeprowadzone były w Szwecji w charakterze obserwacyjnym, gdzie na 23355 badanych osób stwierdzono kamienie po 10 latach, czyli u 0,15% badanych, a grupa nie miała konkretnych wytycznych w zakresie diety. Nie były zbytnio poprawnie przeprowadzone, a mimo to wyniki zostały nagłośnione. Na korzyść było to zapewne producentom leków, które sprzedawać można drożej niż witaminę. Jeżeli chodzi o zaburzenia pokarmowe to faktycznie mogą mieć miejsce, ale nie w wyniku przekroczenia jednej konkretnej wartości. U każdego indywidualnie, zależnie od wieku i  stopnia wyniszczenia organizmu, próg może być radykalnie różny. Można go określić na drodze eksperymentu, czyli dawka ile przyjmie-do momentu nieprzyjemnego bulgotania w brzuchu, ewentualnie biegunki. Nic poważniejszego nam nie grozi. To nie jest lek, więc przedawkować ją ciężko i nie spowoduje to żadnych poważnych skutków ubocznych. To związek potrzebny do przeżycia, odwrotnie niż taka np. aspiryna. Wartości zalecane wg tabeli wynoszą: 45-65mg u dzieci, u nastolatków 70mg, mężczyźni i kobiety 70mg (z racji większego zapotrzebowania na żelazo u kobiet ten poziom też powinien być większy), ciężarne i karmiące 80-100mg. Są to dawki chroniące jedynie przed szkorbutem. Ustanowione przez te same instytucje, które ustanowiły minimalne dzienne spożycia trucizn takich jak konserwanty, słodziki, barwniki czy pozostałości pestycydów. Mało wiarygodne. Zasady są proste: im więcej zdarza ci się chorować tym większe, im więcej wchłaniasz toksyn (jedzenie, powietrze, woda) tym więcej, im więcej pragnie jej twój organizm tym więcej:) U zdrowego człowieka zapotrzebowanie może wynosić 4-10g na dobę, a u chorego nawet kilka razy tyle. Dużo większe dawki potrzebne są w celu detoksykacji z metali ciężkich. Największe zaś dawki służyć mogą nawet leczeniu raka. Kolejna z licznych metod naturalnych pozbycia się komórek nowotworowych - potraktować je olbrzymią ilością komórkowych naprawiaczy, czyli antyutleniaczy. Pierwszy na ten pomysł wpadł Dr. Pauling, który leczył opracowaną przez siebie terapią witaminową wiele schorzeń.
Na koniec tabelka zawartości witaminy C w 100g produktu, czyli zwróćmy uwagę jakie źródła są ważne wg autorów. Majce największą jej dawkę owoce dzikiej róży w ogóle nie są uwzględnione.



Podsumowując, chciałabym zaznaczyć, że witaminy to nie tylko składnik żywności. Są jednym z czynników, który przemienia żywność w lekarstwo. Dzięki nim możemy odzyskać zdrowie, a bez nich je stracić. Witaminy dostarczyć można także w formie suplementów, ale tu należy uważać... nie taki suplement dobry jak go malują... Dowiedz się więc także: czy warto brać suplementy i jakie?

Żródła: Ciborowska, Rudnicka - Dietetyka, żywienie zdrowego i chorego człowieka
http://orthomolecular.org/resources/omns/v09n05.shtml

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)