czwartek, 24 października 2013

Co wspólnego mają ze sobą - hormony, witaminy i antyrakowość?

         Byłam ostatnio na zajęciach z chorób hormonalnych. Tematem wykładu dość dobrego mówcy, prawdopodobnie lekarza z kliniki uniwersyteckiej tejże specjalności, była witamina D. Z racji tego że odgrywa w organizmie rolę hormonu regulującego gospodarkę wapniową. Więc okazuje się, że w światku medycznym doceniono tą witaminę i nawet doszli do wniosku, że najlepiej byłoby otrzymywać ją z własnej produkcji skórnej. I teraz pojawia się dylemat czy propagować przebywanie na słońcu czy nie? 
Medycyna współczesna ma to do siebie, że jak coś stwierdzą i po niedługim czasie okaże się to niezbyt mądre to bardzo długo ciężko się przyznać. Więc jak już raz się powiedziało że słońce szkodzi, no to szkodzi i już.  To dzięki promieniom UV podczas kąpieli słonecznej, nieaktywna, obecna w naszej skórze postać witaminy D przekształca się w formę mogącą pełnić swoją funkcję. Inteligentnie koleżanka spytała się: "a co z solarium?". Przez moją głowę przeszła myśl: „Oho, zaraz się okaże że zdrowo chodzić na solarium”. Ale odpowiedź była wymijająca, że w mniejszym stopniu, bo w solarium jest inne promieniowanie (majce więcej UVB niż słoneczne).

Jak wiemy z powszechnych kampanii społecznych słońce szkodzi, bo może powodować raka-czerniaka (na jego powstanie składa się szereg różnych czynników, tak samo jak w przypadku innych form raka, a stosowanie kremów z filtrem zawierających szkodliwy tlenek tytanu na pewno w rozwoju mu nie przeszkadza). Z tym że produkowana jest witamina, działająca antyrakowo. Sam prowadzący zachwalał liczne, nowo odkryte mechanizmy działania witaminy D3 , które utrudniają powstawanie komórek nowotworowych i ich unaczynienie. Prawda jest taka, że znakomita większość witamin stanowi podstawę profilaktyki antynowotworowej, oczywiście przyjmowanych w naturalnej formie, najlepiej z pożywieniem. Jakby ktoś nie wiedział- profilaktyką nazywać powinno się jedynie działania mające na celu uniknięcie zachorowania. A nie wykrywanie choroby już rozwiniętej. W profilaktyce ważne są witaminy A, C i E- działają głównie jako antyutleniacze – zmiatacze wolnych rodników, czyli wysoce reaktywnych cząsteczek powodujących szkody w naszych komórkach. Natura stworzyła także witaminę dosłownie niszcząca wadliwe komórki. Mowa o wit. B17, inaczej zwaną amigdaliną lub letrilem. Ktoś może powiedzieć, że taka witamina nie istnieje. Istnieje.
Niepotwierdzony naukowo  mit? Nie powiedziałabym. Została odkryta w drugiej  połowie zeszłego stulecia przez znanego biochemika Krebsa, autora uwielbianego przez uczących się biochemii cyklu kwasu cytrynowego, inaczej  zwanego cyklem Krebsa. Ale jak zwykle ludźmi ogarnęła chęć zysku, bo witaminy nie da się opatentować i sprzedawać jako lek. Jego badania wyśmiano i dla pewności, że sprawa nie wyjdzie na jaw zakazano spożywania produktów ją zawierających. Nie tak prostolinijnie oczywiście. „Udowodniono naukowo”, że pestki owoców zawierają cyjanek i dlatego są szkodliwe. Nie są i nigdy nie były szkodliwe. Owszem witamina B17 zawiera w swojej strukturze cyjanek, ale tak samo jak zawiera go cyjanokobalamina, czyli witamina B12. Oprócz tego że zignorowano stuprocentowo naturalny lek na raka ułatwiono nawet szerzenie się jego epidemii. Kiedyś pestki zjadano wraz z owocem (np.jabłka), teraz każe się je wyrzucać. Może nawet znaleźliby się lekarze, którzy znając lek na raka kierowaliby się dobrem pacjenta. Ale kto wierzący w konwencjonalną medycynę nie wyśmiałby lekarza chcącego leczyć nowotwór witaminą? Winny jest obecnie cały system, ludzie którzy nie chcą się wyłamywać i być inni. Daleko poszły te moje rozważania… Na razie z góry dziękuję za uwagę i wyciągnięcie mądrych wniosków:) a zainteresowanym amigdaliną polecam stronę : http://www.b17.pl/Badania.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz uwagi? sugestie? pytania? przemyślenia? - napisz:)